Strona główna » Blog o gitarze klasycznej, blog o ukulele »
Kiedy ktoś pyta mnie o najlepszą gitarę klasyczną, prawie zawsze pyta o coś innego, niż mu się wydaje. Nie chodzi o to, który instrument jest obiektywnie najlepszy — bo taki nie istnieje. Chodzi o to, który będzie najlepszy dla tej ręki, przy tym budżecie i przy takim sposobie grania. Ten ranking próbuje na to odpowiedzieć.
Z powodu kolejnej groźby procesu sądowego zmieniłem kilka lat temu konwencję tego tekstu. Okazało się, że w polskiej sieci nie ma miejsca dla kogoś, kto wprost pisze o słabej jakości „jedynych słusznych modeli” i wytyka wady konkretnym producentom. Póki przedstawiałem tylko instrumenty polecane, wszystko było w porządku. Zostawiam więc rzecz tak: piszę o tym, co uważam za warte uwagi, i mówię dlaczego. Jeśli chcesz poznać moją krytyczną opinię o konkretnej firmie — napisz do mnie bezpośrednio. Porady online są u mnie darmowe.
- Jak powstał ten ranking
- Instrumenty koncertowe najwyższej klasy
- Gitary koncertowe realnie dostępne w Polsce
- Sprowadzane bezpośrednio — instrumenty spoza sklepowej półki
- Półka szkoły muzycznej: od 2000 do 5000 zł
- Pierwsza gitara z litą płytą — próg, który decyduje
- Najtańsza półka i czego się po niej spodziewać
- Co naprawdę odróżnia dobrą gitarę klasyczną
- Zanim kupisz — porozmawiaj z kimś, kto to gra
- Najczęstsze pytania
Jak powstał ten ranking
Zacznę od rzeczy, którą pomija większość zestawień: skąd kolejność.
Nie ustawiałem instrumentów według ceny ani według tego, co da się kupić w polskim sklepie od ręki. Ustawiłem je według klasy konstrukcyjnej — czyli tego, co realnie zmienia się w budowie instrumentu, gdy przechodzisz o półkę wyżej. Sześć poziomów, od gitary, która ma grać i stroić, po instrument budowany pojedynczo dla konkretnego muzyka.
Przy każdej pozycji podaję trzy rzeczy: co jest w środku, ile to kosztuje w Polsce i dla kogo to jest. Parametry techniczne sprawdzam u producenta albo u dystrybutora z kraju produkcji — nie przepisuję ich z opisów sklepowych, bo te potrafią się między sobą różnić przy tym samym modelu.
Jedna uwaga o cenach. Podaję je, bo bez nich ranking jest bezużyteczny — ale gitary drożeją, a kursy walut się zmieniają. Traktuj je jako punkt odniesienia z sierpnia 2026, nie jako cennik.
Instrumenty koncertowe najwyższej klasy
To półka, na której przestaje się mówić o modelach, a zaczyna o egzemplarzach. Tu nie kupujesz „modelu X” — kupujesz konkretną gitarę, zbudowaną przez konkretnego człowieka, często po kilkuletnim oczekiwaniu.
Greg Smallman & Sons — instrument, który zmienił sposób myślenia o głośności
Australijczyk Greg Smallman zbudował pierwszą płytę z rozparciem kratownicowym w 1974 roku i to on w praktyce otworzył całą współczesną szkołę konstrukcji „lekka płyta, ciężki spód”. Pod skrajnie cienką płytą z cedru zachodniego siedzi kratownica z listewek balsy wzmacnianych włóknem węglowym, a przeciwwagą jest gruby, rzeźbiony, mocno wysklepiony spód z palisandru. Efekt: moc i sustain, których tradycyjna konstrukcja hiszpańska po prostu nie osiąga.
Na gitarze Smallmana od 1981 roku gra John Williams. Grają też Miloš Karadaglić, Xuefei Yang i Judicaël Perroy.
Cen producent nie publikuje — obowiązuje kolejka liczona w latach i wycena indywidualna. W Polsce nie ma dystrybutora; realna droga to zamówienie u wytwórcy albo rynek wtórny przez wyspecjalizowanych dealerów w Niemczech i USA.
Masaki Sakurai i Kohno — japońska precyzja na hiszpańskim fundamencie
Masaru Kohno zaczął budować gitary w 1949 roku, a w 1960 spędził pół roku u Arcángela Fernándeza w Madrycie. To, co przywiózł z Hiszpanii, przepuścił przez japońską dyscyplinę wykonania — i powstała jedna z najbardziej rozpoznawalnych szkół lutniczych świata. Siedem promieni wachlarza w układzie asymetrycznym, trzy bardzo cienkie belki poprzeczne, podwójne wkładki hebanowe wzmacniające tył szyjki, które pozwalają zejść z akcją strun niżej niż w większości gitar hiszpańskich.
Po śmierci Kohno w 1998 roku pracownię przejął jego siostrzeniec Masaki Sakurai. Sakurai zmarł w lipcu 2025 roku; pracownię prowadzi dziś So Kimishima, wnuk Kohno.
Grali na tych instrumentach Julian Bream, Sharon Isbin i Oscar Ghiglia. Ceny współczesnych modeli zaczynają się w okolicach 8500 dolarów; polskiego dystrybutora nie ma — najbliższy punkt to Karlsruhe.
Bogusław Teryks — polski lutnik, o którym w Polsce mówi się za mało
To jest pozycja, przy której najbardziej zależy mi, żebyś się zatrzymał.
Teryks urodził się we Wrocławiu w 1961 roku, egzamin mistrzowski zdał z wynikiem celującym w Mittenwaldzie w 1996, a pracownię prowadzi w Moguncji. Zbudował ponad dwieście gitar. I — co ważniejsze — był jednym z pierwszych lutników na świecie, którzy opanowali technikę podwójnej płyty, ucząc się jej po poznaniu Bruno Liebrechta w 1992 roku.
Na jego instrumentach grają Marcin Dylla, Łukasz Kuropaczewski, Janusz Strobel i Tengyue Zhang. Trzy razy zdobywał nagrodę za najlepszą gitarę Gdańskich Spotkań Gitarzystów.
Konkretny egzemplarz z 2023 roku, numer 289: świerk na podwójnej płycie, ziricote na bokach i spodzie, menzura 650 mm, siodełko 52 mm, waga 2280 gramów. Instrumenty budowane są na zamówienie, cen producent nie publikuje.
Rafał Turkowiak — konstruktor, nie tylko rzemieślnik
Turkowiak buduje w Gołanicach pod Lesznem i idzie własną drogą: tuby akustyczne, rezonator typu WAVE, mostek przelotowy — rozwiązania, które opatentował i zastosował jako pierwszy. Od 2007 roku należy do Guild of American Luthiers.
Ceny podaje wprost na własnej stronie, co przy lutnikach jest rzadkością i zasługuje na docenienie: instrumenty koncertowe od około 20 000 zł, egzemplarze szczególne — jak numer 124 „Natural Diamond” — do 67 000 zł. Buduje też gitary 3/4 i podróżne, od około 10 000 zł.
Rafał Gajdzik — najbardziej przejrzysta oferta wśród polskich lutników
Gajdzik uczył się budowy gitar w Wiedniu, pracownię prowadzi pod Krakowem. Oferuje dwa modele — z płytą z litego drewna, będącą rozwinięciem konstrukcji Antonia de Torresa, oraz podwójną płytę z Nomexem — i przy obu podaje pełną specyfikację, łącznie z czterema menzurami do wyboru: 632, 642, 650 i 660 mm. Wykończenie wyłącznie francuską politurą. Czas oczekiwania od trzech do dwunastu miesięcy.
Siedemdziesiąt procent klientów wybiera wersję z litą płytą. Na jego instrumentach grają Cracow Guitar Quartet i Felice Guitar Quartet, który zdobył pierwszą nagrodę GFA w 2018 roku.
Cennika nie publikuje — wycena jest indywidualna. Punkt odniesienia z rynku: instrument z 2024 roku wystawiony za 30 999 zł.
Paulino Bernabé — hiszpańska szkoła w wersji autorskiej
Bernabé przepracował piętnaście lat u Joségo Ramíreza, dochodząc do stanowiska pierwszego lutnika, a w 1969 roku otworzył własną pracownię w Madrycie. Odszedł od klasycznego wachlarza: opracował układ złożony z czterech belek rozchodzących się promieniście od otworu rezonansowego i trzech promieni wachlarza o różnej wysokości.
W 1972 roku zbudował dla Narcisa Yepesa dziesięciostrunową gitarę, na której Yepes grał do końca życia.
Realny punkt wejścia w tę markę to modele M-20 (około 5000 dolarów) i M-30 (około 5250 dolarów). Modele Royal, Imperial i Torres wyceniane są indywidualnie. W Polsce brak dystrybutora.
Gitary koncertowe realnie dostępne w Polsce
Tu robi się praktyczniej. To instrumenty, które możesz zamówić bez wyjazdu za granicę i bez wieloletniej kolejki.
Hanika — jedyna marka, która prowadzi Cię przez całą drabinę
Niemiecka rodzinna firma z Baiersdorf we Frankonii, założona przez Helmuta Hanikę w 1953 roku, dziś w trzecim pokoleniu. Buduje w czterech liniach — od Studio dla ucznia po Professional dla zawodowca — i w każdej stosuje własne rozwiązania: podwójną płytę z rdzeniem Nomex, rozparcie kratownicowe pozwalające zejść do 1,3 mm grubości płyty, ażurową główkę i dodatkowy otwór kierujący dźwięk do grającego.
To rzadka sytuacja: możesz zacząć od modelu za niecałe cztery tysiące i przejść całą drogę do instrumentu koncertowego, nie zmieniając marki i nie ucząc się od nowa, jak ta gitara reaguje.
W Polsce dostępna najlepiej z całej tej grupy — pełna oferta u dużych dystrybutorów, sprzedaż krajowa od około 5600 zł (model 50 PF) przez 5999 zł (54 PF) do 9750 zł (Natural PF).
Juan Hernández — dwadzieścia lat u Estevego, potem własna droga
Hernández urodził się w 1948 roku pod Walencją, w wieku piętnastu lat trafił do warsztatu Guitarras Esteve i przepracował tam ponad dwie dekady, zanim otworzył własny. Dziś prowadzi go z synem Alberto. Budowa w całości ręczna; szczytowy model Maestro Especial DbT to podwójna płyta z rozparciem kratownicowym i Nomexem, cedr na cocobolo, menzura 650 mm.
Realne wejście w tę markę w Polsce: model Profesor Cedar za 6390 zł. Model koncertowy z podwójną płytą, rocznik 2025 — około 7990 euro.
José Ramírez — nazwisko, które trzeba rozumieć, zanim się kupi
Warsztat działa w Madrycie od 1882 roku, w piątym pokoleniu. To José Ramírez III w latach 60. powiększył pudło rezonansowe i jako pierwszy wprowadził czerwony cedr na płyty wierzchnie — rozwiązanie, które dziś jest standardem u połowy producentów. Na gitarze Ramíreza grał Segovia; z Ramírezem III Narciso Yepes zaprojektował w 1963 roku swoją dziesięciostrunową.
I tu potrzebne jest zastrzeżenie, którego większość zestawień nie robi. Nie każdy Ramírez jest gitarą ręcznie budowaną w Madrycie. Seria Estudio powstaje w hiszpańskiej fabryce według szablonów i projektu Ramíreza, a dopiero regulowana i kontrolowana jest w madryckim warsztacie — pisze o tym wprost sam producent. To nadal dobra gitara, ale kupując „Ramíreza” za dwanaście tysięcy, warto wiedzieć, że instrument ręczny z warsztatu 1a to zupełnie inna półka i inna cena.
Estudio 3 z cedrem: 12 790 zł w polskiej dystrybucji. Modele ręczne 1a — wycena indywidualna, w cenniku producenta od kilkunastu tysięcy euro.
Prudencio Sáez — kratownica w cenie, w której nikt jej nie daje
Rodzinny warsztat z Torrent pod Walencją, działający od 1963 roku, dziś w trzecim pokoleniu. Wyróżnik: rozparcie kratownicowe stosowane w liniach, w których konkurencja daje zwykły wachlarz — i zaznaczone wprost w nazwie modelu, jako „PS Lattice”.
Jedna rzecz, która ratuje sporo nerwów przy zakupie: firma zmieniła oznaczenia i stare numery krążą po rynku wtórnym. Model 1963 to dzisiejsze 4-PS Lattice, a legendarne 132 to 6-PS Lattice. Jeśli szukasz „Prudencio 280″, chodzi Ci o 1-PS.
W Polsce dostępny najlepiej z całej hiszpańskiej stawki — modele 1-M, 2-M, 3-S i wersje lattice u wyspecjalizowanych sprzedawców. Ceny u dystrybutora hiszpańskiego: 6-PS około 1642 euro.
Sprowadzane bezpośrednio — instrumenty spoza sklepowej półki
Są gitary, których nie znajdziesz w sieciowym sklepie, bo nie trafiają do zwykłej dystrybucji. Powstają w małych seriach i przyjeżdżają do Polski na zamówienie. To akurat gra na Twoją korzyść: nie płacisz za łańcuch pośredników, a w tej samej cenie dostajesz konstrukcję, za którą u marek katalogowych trzeba dopłacić kilka tysięcy.
Trzy pozycje z tej grupy grały u mnie na tyle dobrze, że wpisuję je do rankingu bez wahania.
Arrius MPR-5000 — cedr, który odpowiada natychmiast
Lity cedr kanadyjski na płycie, lity palisander indyjski na bokach i spodzie, heban na podstrunnicy, menzura 650 mm.
Cedr to drewno o krótkim czasie reakcji — struna zaczepiona lekko odzywa się od razu, bez tego ułamka sekundy zwłoki, który słychać w świerku. W połączeniu z litym palisandrem daje to brzmienie gęste w dole, z długim, nośnym basem i wyraźnym pasmem alikwotów wokół każdego dźwięku. To gitara, która nie wymaga siły — nagradza za precyzję.
Dwa rozwiązania, których w tej cenie zwykle nie ma: dodatkowy otwór odsłuchowy w górnym boku, kierujący część dźwięku wprost do grającego, oraz wyniesiona podstrunnica, dająca swobodny dostęp do najwyższych pozycji. Pierwsze zmienia komfort grania bardziej, niż można się spodziewać — słyszysz swój instrument tak, jak słyszy go słuchacz na sali, a nie zza pudła.
17 900 zł.
Wyżej w gamie stoi Arrius S-1000 — podwójna płyta z rdzeniem Nomex, cedr kanadyjski lub świerk do wyboru, palisander indyjski z ziricote, gryf z cedru hiszpańskiego, drewno sezonowane minimum osiem lat. Podwójna płyta daje wyraźnie więcej głośności i lepiej znosi suche powietrze, a przy ośmioletnim sezonowaniu instrument jest już stabilny w dniu zakupu. 27 000 zł — to poziom, na którym warto przyjechać i zagrać.
Casarez SLR-380 ST — cedr i zingana
Lity cedr na płycie, zingana na bokach i spodzie. Zingana to afrykańskie drewno o gęstości zbliżonej do palisandru, ale z wyraźniejszym, bardziej „szklistym” pasmem górnym i charakterystycznym rysunkiem słojów. Efekt brzmieniowy: ciepły środek typowy dla cedru, ale z górą, która się nie chowa — instrument dobrze się broni w grze zespołowej, gdzie klasyczna gitara potrafi zniknąć pod innymi barwami.
Cena tego modelu to około 2918 euro. W tej samej rodzinie: SLR-300 ST — lity świerk kanadyjski, mahoń afrykański i bubinga, menzura 650 mm, 9900 zł — oraz SLR-180 z litą płytą i african rosewood, 4900 zł, czyli najtańsze wejście w tę serię.
Rachonsky 300 — polska myśl konstrukcyjna z czterdziestoletnim stażem
Cedr klasy AAA na płycie, palisander indyjski na bokach, spodzie i podstrunnicy, mahoń afrykański na gryfie, menzura 650 mm, szerokość w pierwszej pozycji 52 mm.
Model powstał we współpracy z Adamem Rachońskim, lutnikiem z ponad czterdziestoletnim doświadczeniem, który w latach osiemdziesiątych pracował jako mistrz w fabryce gitar Martina, a swoje instrumenty sprzedaje dziś do Stanów, Europy i Azji. Gitary budowane są według jego patentów w wyspecjalizowanej pracowni w Brazylii — kraju, w którym tradycja obróbki drewna liściastego sięga pokoleń, a dostęp do dobrze wysezonowanych surowców jest łatwiejszy niż w Europie.
Rzecz, na którą zwracam uwagę przy tym modelu, jest niewidoczna z zewnątrz: gryf łączony jest z korpusem na jaskółczy ogon i wklejany, a nie skręcany na śrubę. To rozwiązanie droższe w wykonaniu i praktycznie nieobecne w gitarach z tej półki cenowej. Daje ciągłość przenoszenia drgań między gryfem a pudłem — instrument pracuje jako całość, co słychać przede wszystkim w długości wybrzmienia i w tym, jak równo brzmią dźwięki wysoko na gryfie.
Brzmieniowo to gitara zrównoważona, bez przerysowanego basu, z czytelnym prowadzeniem głosów — dobrze sprawdza się w polifonii i w repertuarze, w którym słychać każdą linię osobno.
10 399 zł.
Wszystkie trzy sprowadzane są na zamówienie, więc umów się na zagranie — to jest przy tej półce zasada, którą powtarzam przy każdym instrumencie, także hiszpańskim za dwadzieścia tysięcy. Różnice między egzemplarzami tej samej serii bywają tu większe niż różnice między modelami, a to, co odpowiada właśnie Tobie, ocenisz wyłącznie palcami.
Półka szkoły muzycznej: od 2000 do 5000 zł
To jest przedział, w którym podejmuje się najwięcej decyzji i najczęściej ich żałuje. Nie dlatego, że instrumenty są słabe — są dobre. Dlatego, że wyglądają niemal identycznie, a różnią się rzeczami, których nie widać na zdjęciu.
| Model | Co ma w środku | Cena |
|---|---|---|
| Alhambra 5P | lity cedr, palisander indyjski, heban | 5520 zł |
| Alhambra 4P | lity cedr klasy AA, palisander, heban, siodełko 52 mm | 3840 zł |
| Azahar 141 | lity cedr, palisander indyjski | 2733 zł |
| Azahar 145 | lity cedr, wyższa seria Conservatorio | 3372 zł |
| Admira A10 | seria rzemieślnicza, budowana w Zarautz | 2499 zł |
| Alvaro L-290 | seria Luthier tego samego producenta co Admira | 2990 zł |
| Cordoba C9 CD | lity cedr i lity mahoń — pełne lite drewno | 4759 zł |
Kilka uwag, które warto mieć w głowie przy tej tabeli.
Alhambra 4P i 5P to od lat domyślna rekomendacja nauczycieli i nie widzę powodu, żeby z tym polemizować. Firma buduje wszystko w Muro de Alcoy pod Alicante i — co rzadkie — stosuje litą płytę już od pierwszego modelu gamy, więc kupując Alhambrę, nie musisz sprawdzać, czy trafiłeś powyżej progu. Pełną ofertę marki — wszystkie modele — zobaczysz w katalogu gitar Alhambra.
Azahar to marka, o której mówi się nieproporcjonalnie mało do tego, co daje. Hiszpańska, z Aldai pod Walencją, działająca od 1971 roku. Model 141 kosztuje sześćset złotych mniej niż Alhambra 4P przy porównywalnej konstrukcji. Jedyne, czego nie kupisz razem z nim, to rozpoznawalność nazwy przy odsprzedaży — i to jest uczciwa cena tej oszczędności.
Alvaro i Admira to jeden producent — Enrique Keller z Zarautz. Warto o tym wiedzieć, bo bywa, że ktoś porównuje te dwie marki, myśląc, że zestawia konkurentów.
Cordoba wymaga jednego sprostowania, które robię bez przyjemności, bo to dobre gitary. To nie jest marka hiszpańska. Firma powstała w 1997 roku w Kalifornii, od 2023 roku należy do grupy Yamahy, a producent na własnych kartach produktowych podaje Chiny jako kraj produkcji — również dla serii nazwanej „Luthier”. Nazwa i estetyka sugerują Hiszpanię; dokumentacja mówi co innego.
Pierwsza gitara z litą płytą — próg, który decyduje
Jeśli masz zapamiętać z tego rankingu jedną rzecz, niech to będzie ta.
Między gitarą z płytą warstwową a gitarą z płytą litą przebiega granica, która znaczy więcej niż różnica między dwiema markami z tej samej półki. Lita płyta pracuje. Przez pierwsze miesiące grania jej brzmienie się otwiera, basy wydłużają, góra przestaje być szklista. Płyta warstwowa po roku brzmi tak samo jak w dniu zakupu — i tak samo będzie brzmiała po dziesięciu latach.
Przy graniu raz w tygodniu dla przyjemności ta różnica ma mniejsze znaczenie, niż się o niej mówi. Przy codziennym — decyduje o wszystkim.
Oto gdzie ten próg realnie leży u poszczególnych producentów:
| Marka | Pierwszy model z litą płytą | Cena |
|---|---|---|
| Alvaro | No. 39 — lity cedr, sapelli | 1099 zł |
| Admira | Málaga — lity cedr, sapelli, kabukali | 1190 zł |
| Azahar | 102 | 1279 zł |
| Yamaha | CG122MC — lity cedr, nato, 650 mm | 1299 zł |
| Cordoba | C5 CD — lity cedr, mahoń | 1599 zł |
| Alhambra | 1C HT — lity cedr, mahoń | 1980 zł |
Najtańsze wejście w litą płytę to dziś 1099 złotych. To jest liczba, którą warto znać, bo poniżej niej rozmowa o „lepszym brzmieniu z czasem” po prostu nie ma przedmiotu.
Uwaga praktyczna i trochę niewygodna. Polskie sklepy nagminnie opisują jako „lite” instrumenty, które producent na własnej karcie opisuje po prostu jako „świerk” albo „sosna”, bez słowa „solid”. Admira, Alvaro i Azahar konsekwentnie nie używają tego słowa przy modelach budżetowych — i to jest informacja sama w sobie. Sprawdzaj na stronie producenta, nie w opisie sklepowym.
Najtańsza półka i czego się po niej spodziewać
Poniżej tysiąca złotych kupujesz instrument, który ma grać i stroić. To nie jest mało — źle wykonana gitara za trzysta złotych potrafi skutecznie zniechęcić dziecko do muzyki, i widziałem to wystarczająco wiele razy, żeby traktować tę półkę poważnie.
Punkt odniesienia całego polskiego rynku to Yamaha C40M za 566 zł. Nie jest to instrument, który Cię zachwyci, ale jest przewidywalny: każdy egzemplarz gra podobnie, akcja strun jest ustawiona sensownie, a jeśli po roku dziecko zostanie przy graniu, sprzedasz go bez straty.
Alternatywy z podobnej półki: Cordoba Protégé C1M — 759 zł, Admira Juanita — 749 zł, Admira Paloma — 789 zł, Alvaro No. 20 — 799 zł.
Jedno zastrzeżenie, które robię przy każdej rozmowie o tej półce: rozmiar jest ważniejszy niż marka. Dziewięciolatka z gitarą 4/4 nie nauczy się grać, choćby ta gitara była najlepsza w zestawieniu. Dobór rozmiaru to osobny temat, który opisuję w katalogu gitar klasycznych — tam znajdziesz też instrumenty w rozmiarach 1/2, 3/4 i 7/8.
Co naprawdę odróżnia dobrą gitarę klasyczną
Selekcja i sezonowanie drewna
Do budowy płyt wierzchnich najlepszych gitar klasycznych trafia drewno po starannej selekcji: deski o prostym, równoległym układzie słojów, bez sęków i pęknięć. Im bardziej równomierne i gęste usłojenie, tym lepsza stabilność i przewodnictwo drgań.
Potem surowiec jest sezonowany — suszony naturalnie przez lata. Powolne zmniejszanie wilgotności w stałych warunkach wyrównuje naprężenia wewnętrzne i zapewnia równomierny rozkład wilgoci w drewnie. Długo sezonowane drewno jest mniej podatne na pękanie i odkształcenia, a przy tym brzmi pełniej. Lutnicy w niewielkich pracowniach używają drewna leżakowanego nawet kilkadziesiąt lat — stąd ceny ich instrumentów i stąd ich brzmienie.
W produkcji masowej drewno suszy się sztucznie. Proces jest szybszy, ale bywa, że wilgotność rozkłada się nierównomiernie, co odbija się na stabilności i na dźwięku.
Rozparcie płyty — rzecz, której nie widać
Pod płytą wierzchnią siedzi układ cienkich listewek. Możesz o nim myśleć jak o żebrach: nie widać ich z zewnątrz, a decydują o tym, jak cała płyta się porusza.
Kanon hiszpański to wachlarz — pięć do siedmiu promieni rozchodzących się od otworu rezonansowego. Współczesne konstrukcje odchodzą od niego w dwie strony. Kratownica to gęsta siatka listewek pozwalająca zejść z grubością płyty poniżej dwóch milimetrów. Podwójna płyta to kanapka z dwóch bardzo cienkich warstw drewna z rdzeniem z plastra miodu Nomex pomiędzy.
Obie te konstrukcje dają więcej głośności i lepiej znoszą wahania wilgotności. Obie brzmią też inaczej niż tradycyjny wachlarz — bardziej bezpośrednio, z krótszym, mniej rozmytym atakiem. Nie jest to obiektywnie lepsze. Znam gitarzystów, którzy po dwóch latach na podwójnej płycie wrócili do klasycznego wachlarza i mówią, że wrócili do domu.
Menzura, czyli dlaczego 650 mm nie jest dla każdego
Menzura to odległość, jaką struna ma do przebycia od siodełka do mostka. Standard to 650 mm i tyle ma większość instrumentów w tym rankingu. Ale przy mniejszej dłoni albo krótszych palcach różnica dziesięciu milimetrów potrafi zmienić wszystko — nie w brzmieniu, tylko w tym, czy po godzinie grania boli Cię nadgarstek.
Dlatego przy polskich lutnikach zwracam uwagę na możliwość wyboru: Gajdzik oferuje cztery menzury od 632 do 660 mm, Teryks buduje zarówno 640, jak i 650. To jest realna przewaga instrumentu robionego na zamówienie nad kupionym z półki — większa niż niejedna różnica w drewnie.
Zanim kupisz — porozmawiaj z kimś, kto to gra
Przeczytanie rankingu to nie wszystko. Najlepsze gitary klasyczne mają wysoki standard wykonania, ale każdy z nas jest inny i każdy potrzebuje czegoś innego. Zdarza się, że ktoś kupuje dla dziecka gitarę flamenco w pełnym rozmiarze albo bardzo drogi instrument, którego walorów nie da się wykorzystać przy podstawach nauki. Zawsze warto zasięgnąć porady przed zakupem — zapraszam osoby z Warszawy i okolic.
Dwa miejsca, które sam sprawdziłem i mogę polecić.
Krzysztof Konarski — lutnik i pasjonat zajmujący się sprzedażą używanych gitar klasycznych i flamenco najwyższej klasy. Każdy instrument przed trafieniem do nowego właściciela jest u niego rzetelnie konserwowany i precyzyjnie regulowany, przez co gitary od niego niejednokrotnie przewyższają wygodą i brzmieniem swoje nowe, sklepowe odpowiedniki. Kupiłem u niego dziesiątki instrumentów. Kiedyś wspomniałem, że chętnie przetestowałbym gitarę z dodatkowym otworem odsłuchowym; usłyszałem tylko: „Akurat coś takiego sprowadziłem, przyjeżdżaj, pożyczę Ci ją, żebyś się zapoznał”. Tak wygląda ta relacja od lat.
Lutniczy Outlet — miejsce, do którego pojechałem sceptyczny, a wyszedłem po trzech godzinach. Sprowadzają instrumenty z zachodniej Europy, Australii i USA, gdzie gitary z poprzedniego rocznika, z niekompletnym opakowaniem albo z innym odcieniem lakieru bywają wyprzedawane za ułamek ceny — a czasem wręcz niszczone, o czym dowiedziałem się z niedowierzaniem. Selekcja stoi na wysokim poziomie: wszystkie oglądane przeze mnie gitary miały dobre parametry brzmieniowe i żadnych wad konstrukcyjnych. Jeśli szukasz czegoś z najwyższej półki i chcesz zaoszczędzić kilka tysięcy, warto sprawdzić ich ofertę.
Pełny katalog modeli dostępnych w Polsce, z opisami i parametrami, prowadzę osobno — znajdziesz go w katalogu gitar klasycznych.
Najczęstsze pytania
Jaka jest najlepsza gitara klasyczna?
Nie ma jednej. Jest najlepsza gitara w danym budżecie i dla danego sposobu grania. Przy tysiącu złotych najlepszą decyzją jest instrument z litą płytą — na przykład Alvaro No. 39 albo Yamaha CG122MC. Przy trzech tysiącach — Alhambra 4P albo Azahar 141. Przy kilkunastu — rozmowa z lutnikiem i zagranie kilku egzemplarzy, bo na tej półce różnice między sztukami tej samej serii bywają większe niż między modelami.
Ile trzeba wydać na pierwszą gitarę klasyczną?
Jeśli masz pewność, że będziesz grać — półka 1000–2000 zł jest najrozsądniejszym punktem wejścia, bo tam pojawia się lita płyta. Jeśli chcesz najpierw sprawdzić, czy to dla Ciebie, wystarczy 500–1000 zł i nie będą to zmarnowane pieniądze. Powyżej pięciu tysięcy zaczyna się półka, na której instrument powinno się zagrać przed zakupem.
Czy warto dopłacić do gitary z podwójną płytą?
Zależy, gdzie grasz. Podwójna płyta i kratownica dają wyraźnie więcej głośności i lepiej znoszą suche powietrze — to ma znaczenie na dużej sali i przy graniu z zespołem. W domu i w małej sali przewaga jest mniejsza, a brzmienie bywa mniej miękkie niż w tradycyjnym wachlarzu. Zagraj obie konstrukcje, zanim zdecydujesz.
Skąd wiadomo, czy płyta jest lita?
Ze strony producenta, nie z opisu sklepowego. Producenci używają słowa „solid” konsekwentnie i tam, gdzie go nie ma, zwykle mamy do czynienia z płytą warstwową. Polskie sklepy bywają w tej kwestii nieprecyzyjne — spotykam opisy „lite drewno” przy modelach, które producent opisuje po prostu jako „sosna”.
Czy polskie gitary lutnicze dorównują hiszpańskim?
W górnej półce — tak, i nie jest to uprzejmość wobec rodaków. Na instrumentach Bogusława Teryksa grają Marcin Dylla i Łukasz Kuropaczewski; kwartet grający na gitarach Rafała Gajdzika zdobył pierwszą nagrodę GFA. Różnica nie leży w jakości, tylko w rozpoznawalności nazwy przy odsprzedaży za granicą.
Czy gitarę klasyczną warto kupić używaną?
Powyżej dwóch tysięcy złotych — często tak. Dobre instrumenty nie tracą na wartości tak szybko jak sprzęt elektroniczny, a lita płyta z kilkuletnim stażem bywa lepsza od nowej. Poniżej tej kwoty rzadziej: oszczędność jest niewielka, a ryzyko trafienia na gitarę po suchej zimie — realne. Zawsze oglądaj instrument przy świetle, pod kątem, szukając pęknięć wzdłuż słojów.
Ranking będę aktualizował — instrumenty przychodzą i odchodzą, ceny się zmieniają, a czasem zmieniam zdanie. Jeśli szukasz konkretnego modelu, którego tu nie ma, napisz. Prawdopodobnie mam o nim coś do powiedzenia.
Bo instrument, który wybierzesz, nie musi być najlepszy z tego zestawienia. Musi być taki, po który sięgniesz jutro.
Niezależnie od tego, który instrument wybierzesz — zacznij od nauczenia się porządnego strojenia. Zebrałem to w osobnym poradniku: strojenie gitary.

Drogi Konstanty,
Piszę do Ciebie jako stary przyjaciel, Lucjan Gałązka, z lekkim wzruszeniem po lekturze Twojego rankingu gitar. Twoje spostrzeżenia przywołały mi wspomnienia dawnych czasów, kiedy kończyłem Akademię Muzyczną i pierwsze poważne gitary trafiały w moje ręce. Pamiętam, jak jeszcze w latach osiemdziesiątych lutnicze instrumenty były czymś niemal mitycznym – każdy z nas marzył o Ramirezach czy Conde, a zdobycie takiego egzemplarza graniczyło z cudem. Dziś świat wygląda zupełnie inaczej: z jednej strony mamy dostęp do nieskończonej liczby marek i modeli, a z drugiej – często brakuje w nich tego ducha, który dawały nam stare, dobre gitary klasyczne robione z pietyzmem.
Patrzę na współczesne instrumenty lutnicze i zastanawiam się, jak wiele czynników wpływa na ich jakość. Największe znaczenie, tak jak sam dobrze wiesz, ma drewno – selekcja i sezonowanie to podstawa. Kiedyś lutnicy odkładali deski cedru czy świerku na dekady. Zdarzało mi się grać na gitarze, której top był sezonowany dwadzieścia lat – dźwięk miał w sobie głębię, której nie sposób podrobić. Obecnie rynek wymusza szybki obrót materiałem. Drewno suszone sztucznie nie ma tej samej równowagi, a ja czuję to pod palcami niemal natychmiast.
Dużo mówi się dzisiaj o podwójnych topach. Pamiętam, jak pierwszy raz wziąłem taki instrument – rezonans ogromny, mocny, wręcz natarczywy. Powiem szczerze, denerwuje mnie ta agresywność brzmienia. Mam wrażenie, że gubi się subtelność, ta intymność gitary klasycznej. Oczywiście, na scenie, w dużej sali, taki instrument ma przewagę, ale dla mnie to jakby porzucić rozmowę przy kominku na rzecz krzyku w megafon. Zdecydowanie wolę pojedynczy top, nawet jeśli nie przebija orkiestry, to za to koi i otula.
Ceny natomiast… cóż, powiem wprost – to szaleństwo. Instrumenty, które dawniej były dostępne dla przeciętnego muzyka z pasją, dziś kosztują tyle, że młodzi gitarzyści muszą sięgać po kredyty, żeby zdobyć coś naprawdę dobrego. Nawet najlepsza gitara nie powinna być luksusem poza zasięgiem. Mam wrażenie, że ten rynek trochę się zagalopował. Może dlatego z takim uznaniem patrzę na inicjatywy z instrumentami w niższych cenach – to rzeczywiście daje ludziom szansę dotknięcia wysokiej klasy instrumentu bez konieczności sprzedaży samochodu.
Twoja uwaga, że nie można już pisać wprost o złych gitarach, też mnie zastanowiła. Czasy się zmieniają – kiedyś dyskusja była bardziej otwarta, dziś każdy boi się prawników i „słusznych modeli”. Ale dobrze, że wciąż podkreślasz, które marki warto znać. Twój ranking gitar w obecnej formie – bardziej subiektywny, osobisty – ma dla mnie jeszcze większą wartość. Bo przecież nie chodzi tylko o listę marek, ale o Twoje doświadczenie i rękę lutnika.
Cieszę się, że wciąż masz w sobie tę pasję, że potrafisz wskazać, które instrumenty mają duszę. Wiesz, że zawsze podziwiałem Twój warsztat i Twoje ucho. Ja sam wciąż wierzę, że najlepsze gitary klasyczne powstają wtedy, gdy drewno, czas i ręka mistrza spotkają się w odpowiednim momencie. Żadne rankingi, żadne tabelki tego nie zastąpią – ale dla młodych, zagubionych gitarzystów to, co robisz, jest ogromną pomocą.
Kończę ten przydługi list z nadzieją, że niedługo spotkamy się przy kawie i weźmiemy do rąk parę instrumentów – choćby po to, by przypomnieć sobie, jak pachnie świeżo otwarta gitara i jak brzmi pierwszy akord w nowej sali.
Pozdrawiam Cię serdecznie, Konstanty, i życzę wytrwałości w Twojej pracy – zarówno w lutnictwie, jak i w tym trudnym pisaniu w polskim internecie.
Twój dawny kolega,
Lucjan Gałązka
Panie Konstanty, ogromnie dziękuję za ten wpis! Szukałam informacji o pierwszej poważnej gitarze od kilku tygodni i wszystkie te standardowe rankingi w internecie tylko potęgowały mój mętlik w głowie. Pana tekst to pierwsza rzecz, która naprawdę rozjaśniła mi sytuację i pozwoliła zupełnie inaczej spojrzeć na to, czym jest dobra gitara klasyczna. Zamiast czytać o samych markach, dowiedziałam się wreszcie, na co zwracać uwagę przy drewnie i konstrukcji. Bardzo podoba mi się Pana szczere podejście i wspomnienie o lutniczym outlecie oraz tych unikalnych perełkach od pasjonatów. Zdecydowanie uchroniło mnie to przed pochopnym zakupem w ciemno w sieciówce. Pozdrawiam serdecznie!