Grafika wyróżniająca do wpisu o strojeniu gitar klasycznych, akustycznych i elektrycznych.

Trzeci dzień z nową gitarą. Stroisz ją rano, siadasz po południu i pierwszy akord brzmi tak, jakby ktoś Ci zrobił sabotaż. Poprawiasz, grasz dwie zwrotki, druga struna znowu jest niżej. W tym miejscu prawie każdy myśli dokładnie to samo zdanie: chyba trafiłem na wadliwy instrument.

Słyszałem to zdanie tyle razy, że rozpoznaję je już po samym tonie wiadomości — zwykle przychodzi w trzeciej albo czwartej dobie od odbioru gitary. I prawie za każdym razem instrument był w porządku. Zawodziło coś innego, najczęściej kilka rzeczy naraz, z których co najmniej dwie dzieją się nie przy stroiku, tylko wcześniej: w momencie, w którym struna trafia na kołek.

Zacznijmy więc od tego, co najpilniejsze.

Dlaczego gitara nie trzyma stroju — odpowiedź w trzydzieści sekund

Gitara nie trzyma stroju zwykle z jednego z poniższych powodów: struny są nowe i wciąż się rozciągają, zwoje na kołku nie zostały zaciśnięte, zmieniła się temperatura lub wilgotność, albo w mechanizmie kołka został luz po opuszczaniu dźwięku. Wada instrumentu jest na tej liście ostatnia i najrzadsza.

Poniżej ta sama wiedza w formie, którą możesz przyłożyć do własnej gitary jeszcze dziś.

Co widziszCo za tym najczęściej stoiCo zrobić
Wszystkie struny lecą w dół, komplet ma kilka dniNowe struny wciąż się rozciągająNic. Dostrajaj często, samo minie
Jedna struna schodzi, pozostałe trzymająLuźny zwój na kołku albo zsuwający się węzeł na mostkuPrzewiń tę jedną strunę od nowa
Ciche pyknięcie przy zmianie akordu i skok strojuStruna ślizga się skokowo w nacięciu siodełkaNacięcie do sprawdzenia, w razie potrzeby poszerzenia
Cały strój podniósł się po przyniesieniu gitary z zimnaStruna skurczyła się szybciej, niż zdążył zareagować instrumentOdczekać na wyrównanie temperatury, dopiero potem stroić
Strój ucieka sezonowo, po miesiącach spokojuZmiana wilgotności i geometrii instrumentuHigrometr, docelowo nawilżanie
Struna spada po mocniejszym szarpnięciu, choć przed chwilą była czystaLuz w przekładni kołka po opuszczaniu dźwiękuDostroić od dołu, kończąc ruchem w górę
Stroik pokazuje czysto, a akordy fałszująIntonacja i granice stroju równomiernie temperowanegoOsobna sprawa, wracam do niej w dalszej części

Jeżeli szukasz tylko szybkiej diagnozy, tabela wystarczy. Reszta tekstu jest dla tych, którzy chcą wiedzieć, dlaczego to działa właśnie tak — bo z tej wiedzy bierze się umiejętność strojenia gitary raz, a nie sześć razy pod rząd.

Co się dzieje ze struną, kiedy kręcisz kołkiem

Wysokość dźwięku struny zależy od trzech rzeczy naraz: od długości odcinka, który drga, od tego, ile ten odcinek waży, i od tego, jak mocno jest napięty. Pomyśl o linie mostu wiszącego — im mocniej ją naciągniesz, tym szybciej drga i tym wyżej brzmi; im grubsza i cięższa, tym leniwiej się porusza.

Dwie z tych trzech rzeczy ustalił za Ciebie lutnik. Menzura, czyli odległość od siodełka do mostka, jest wpisana w konstrukcję. Masę struny wybrałeś, kupując komplet. Zostaje trzecia — napięcie. To jedyna wielkość, którą ruszasz, kręcąc kołkiem, i dlatego cała nauka strojenia sprowadza się do panowania nad nią.

Skala tych sił bywa zaskakująca. Komplet nylonowy o średnim napięciu — mierzony na sześciostrunowym instrumencie o menzurze 650 mm — daje w sumie około 375 niutonów, czyli mniej więcej 38 kilogramów ciągnących mostek w stronę główki. Komplet stalowy w popularnej gramaturze 12–53 to około 156 funtów, czyli blisko 71 kilogramów. Prawie dwa razy tyle, na instrumencie zbudowanym z drewna o grubości kilku milimetrów.

Teraz najważniejsze przełożenie. Żeby podnieść dźwięk o pół tonu, częstotliwość musi wzrosnąć o niecałe sześć procent. Ale częstotliwość rośnie z pierwiastka napięcia, więc żeby uzyskać te sześć procent, napięcie struny musi wzrosnąć o mniej więcej dwanaście. Na pierwszej strunie nylonowej, napiętej siłą około siedmiu kilogramów, mówimy o blisko kilogramie różnicy — i o ćwierć obrotu kołka.

To dlatego strojenie jest czynnością precyzyjną, mimo że wygląda na ordynarną. Ruch, który wydaje Ci się drobny, przekłada się na kilogram siły. A wszystko, co ten kilogram jest w stanie po drodze pochłonąć — luźny zwój, zbyt wąskie nacięcie w siodełku, źle zawiązany węzeł — zabierze Ci strój wtedy, kiedy będzie najmniej na rękę.

Strój zaczyna się przy zakładaniu strun, nie przy stroiku

To zdanie brzmi jak przesada, dopóki nie zobaczysz różnicy na własnej gitarze.

U mnie prawidłowe strojenie zaczyna się na etapie zakładania strun i to jest jedyny moment, w którym mam nad nim pełną kontrolę. Przy nawijaniu na kołek pilnuję, żeby drugi zwój przeszedł po pierwszym — po prostu na niego nachodzi. Struna zaciska wtedy samą siebie: własne napięcie dociska górny zwój do dolnego i blokuje go. Efekt jest podwójny. Struna nie zjeżdża z kołka i, co ważniejsze, nie oddaje po drodze tego, co jej dołożyłeś kluczem.

Grafika ukazująca odpowiedni przebieg struny na kołku stroikowym w gitarze - kompendium jak nastroić gitarę w każdych warunkach.


Kiedy zwoje leżą obok siebie luźno, każdy z nich jest zapasem długości. Wystarczy szarpnąć mocniej, żeby ten zapas zaczął się wybierać — struna wsuwa się o ułamek milimetra, napięcie spada, a Ty słyszysz, że dźwięk zsunął się w dół, choć nikt nie dotykał kołka. Na pierwszej strunie ułamek milimetra to już słyszalne kilka centów.

Kilka rzeczy w tym temacie, o których mówi się rzadziej:

  • Trzy zwoje w zupełności wystarczą na strunie owijanej, cztery na cienkiej. Więcej nie daje nic poza dodatkowym zapasem, który potem oddajesz.
  • Zwoje powinny schodzić w dół osi kołka, w stronę główki. Struna ma wtedy większy kąt załamania na siodełku i lepiej w nim siedzi.
  • Końcówka struny wystająca do góry to nie kwestia estetyki. Przy nylonie potrafi się powoli wysuwać.

Na klasyku dochodzi jeszcze węzeł na mostku i to jest osobne źródło nieporozumień, do którego wracam pod koniec tekstu.

Nowa gitara „nie trzyma stroju” — ile potrzebuje czasu na stabilizację?

Tutaj zaczyna się część, w której najwięcej osób niepotrzebnie się denerwuje.

Nylonowa struna nie zachowuje się jak sprężyna. Sprężyna wraca do swojej długości. Nylon rozciąga się i zostaje rozciągnięty — częściowo na stałe. W pomiarach opublikowanych w „Journal of the Acoustical Society of America” świeża pierwsza struna E przy pierwszym doprowadzeniu do właściwego napięcia wydłuża się o około siedem centymetrów. Szósta, owijana, o około dwa. Po kilku minutach ta sama struna jest już niżej o co najmniej pół tonu — nie dlatego, że coś się poluzowało, tylko dlatego, że materiał się rozciąga.

I ten proces trwa. Według tych samych pomiarów struna zaczyna się uspokajać dopiero po mniej więcej dziesięciu godzinach od założenia. Dopiero wtedy potrafi utrzymać dźwięk dłużej niż godzinę — i to pod warunkiem, że temperatura w pomieszczeniu się nie zmienia.

Jest w tym jeszcze jedna rzecz, która ładnie tłumaczy oszczędnym cwaniakom, dlaczego strun nie da się „odłożyć na później”: struna zdjęta z gitary po tym etapie nie wraca już do pierwotnej długości. Została trwale odkształcona.

Nylonowe i carbonoweStal
Wydłużenie przy pierwszym naciągnięciu2–7 cm zależnie od strunyMilimetry
Spadek po kilku minutachCo najmniej pół tonuKilka do kilkunastu centów
Czas do względnej stabilizacjiOkoło 10 godzin grania i dostrajania, pełne uspokojenie po kilku dniachZwykle kilkadziesiąt minut do kilku godzin
Sumaryczne napięcie kompletuOkoło 38 kgOkoło 71 kg przy rozmiarze 12–53

Praktyczny wniosek jest prosty i mało romantyczny: nowego kompletu nylonowego nie zakłada się w dniu koncertu. Jeśli masz występ, egzamin albo nagranie, załóż struny co najmniej trzy dni wcześniej i przez ten czas dostrajaj gitarę częściej, niż wydaje Ci się to potrzebne. Im częściej wracasz kluczem do właściwej wysokości, tym szybciej materiał dochodzi do równowagi.

Osobno o popularnej radzie, żeby nowe struny „rozciągnąć ręką”. Przy świeżym komplecie, w pierwszych minutach, delikatne pociągnięcie struny w górę faktycznie przyspiesza sprawę. Ale przy strunie, która już się ustabilizowała, mocne szarpnięcie robi coś innego: wchodzi w zakres, w którym napięcie rośnie nieproporcjonalnie szybko. W cytowanych wyżej pomiarach kończyło się to zerwaniem struny na tyle często, że autorzy uznali to za regułę, a nie pecha. Jeśli więc rozciągasz — to na początku i lekko, nie po tygodniu i z rozmachem.

Kolejność, która oszczędza połowę czasu

Gdy zaczynam strojenie, zawsze najpierw naciągam wszystkie struny w okolice właściwego dźwięku i dopiero potem dostrajam każdą konkretnie. Brzmi to jak drobiazg organizacyjny. W praktyce jest to jedyny powód, dla którego strojenie gitary od zera zajmuje trzy minuty zamiast piętnastu.

Powód jest mechaniczny. Wyobraź sobie, że pięć strun jest już na właściwej wysokości, a szósta jest zupełnie zluzowana. Doprowadzasz ją do dźwięku i dokładasz gryfowi kilka kilogramów obciążenia naraz. Gryf ugina się o ułamek milimetra, płyta wierzchnia reaguje razem z nim, a pozostałe pięć strun natychmiast siada w dół. Wracasz więc do pierwszej struny i zaczynasz od nowa — tyle że teraz to jej dostrojenie rozstroi pozostałe.

Liczby czynią to wyraźniejszym. Pojedyncza struna z kompletu nylonowego to od pięciu do siedmiu kilogramów, czyli mniej więcej szósta część całego obciążenia instrumentu. Zakładanie jej na końcu, kiedy reszta stoi już równo, to zmiana o kilkanaście procent w układzie, który właśnie doprowadziłeś do równowagi.

Kiedy natomiast wszystkie sześć strun jest już blisko właściwej wysokości, gryf ma obciążenie zbliżone do docelowego. Każda kolejna poprawka jest wtedy drobna i zaburza sąsiadów w stopniu, który dwie rundy dostrajania spokojnie porządkują.

Stąd praktyczna kolejność, którą stosuję:

  1. Wszystkie struny w okolice właściwego dźwięku, z grubsza, bez patrzenia na dziesiąte części.
  2. Pierwsza pełna runda dostrajania, struna po strunie.
  3. Druga runda, kontrolna. Zwykle trzeba poprawić dwie, najczęściej basowe.

Trzecia runda przy sprawnej gitarze i ustabilizowanych strunach jest już zbędna. Jeśli okazuje się potrzebna, to znak, że coś oddaje napięcie — i najczęściej znajdziesz to w sekcji o kołkach, węźle i siodełku.

Zawsze kończ ruchem w górę

To jest ta rzecz z całego tekstu, którą najbardziej chciałbym, żebyś sprawdził sam, bo trwa minutę i przekonuje skuteczniej niż jakiekolwiek wyjaśnienie.

Strojenie każdej struny kończę naciągając ją do góry. Jeśli przeciągnę i dźwięk wyjdzie za wysoko, nie schodzę delikatnie do celu — zjeżdżam wyraźnie poniżej i znów podchodzę od dołu. Zawsze ostatni ruch jest ruchem naciągającym.

Powód siedzi w konstrukcji kołka. Typowa mechanika gitarowa to przekładnia ślimakowa o przełożeniu 14:1, w lepszych kompletach 18:1 albo 21:1. Między zębami takiej przekładni zawsze jest odrobina luzu — po angielsku nazywa się to backlash, po polsku najprościej: luz międzyzębny. Producenci mechanik sami go nie ukrywają. W tańszych kluczach czuje się go jako martwą strefę przy zmianie kierunku obracania gałki.

Kiedy kończysz strojenie ruchem w dół, ten luz zostaje po stronie, w którą ciągnie struna. Wystarczy mocniejsze szarpnięcie, żeby napięcie wybrało go za Ciebie — i dźwięk spada. U mnie potrafiło to być nawet ćwierć tonu, przy czym stroik jeszcze sekundę wcześniej pokazywał czysto.

Muszę tu być uczciwy: źródła tłumaczą to zjawisko różnie i nie umiem rozstrzygnąć, które mają rację. Część producentów mechanik podkreśla, że przekładnia ślimakowa jest samohamowna — ślimak obraca koło, ale koło nie ma jak obrócić ślimaka — i że struna nie ma fizycznej możliwości „przekręcić” klucza. To prawda. Tyle że luz międzyzębny to co innego niż obrót, a poza przekładnią zostaje jeszcze struna, która przy schodzeniu w dół nie zdążyła się ułożyć w nacięciu siodełka i na mostku. Nie potrafię powiedzieć, ile z tego ćwierć tonu bierze się z mechaniki, a ile ze struny wybierającej zapas w siodełku. Praktyczny wniosek jest w obu wypadkach identyczny.

Sprawdź to sam, zajmie Ci minutę:

  1. Nastrój drugą strunę, schodząc do właściwej wysokości od góry. Delikatnie, tak jak zwykle.
  2. Szarpnij ją raz mocno, tak jak w prawdziwym graniu, nie jak przy strojeniu.
  3. Spójrz na stroik.
  4. Teraz zjedź wyraźnie w dół i podejdź do tego samego dźwięku od spodu. Powtórz punkt drugi i trzeci.

Jeśli Twoja gitara zachowa się jak większość gitar, w pierwszym podejściu zobaczysz spadek, a w drugim prawie nic. Od tego momentu nie będziesz już potrzebował mojego słowa.

Czym stroić: stroik, aplikacja, ucho

Strojenie gitary jest jedną z niewielu czynności, w których narzędzie robi naprawdę dużą różnicę. Jest to zarazem część, w której najłatwiej wydać pieniądze niepotrzebnie — i najłatwiej zaoszczędzić w złym miejscu.

Sam używam stroików klipsowych, zakładanych na główkę gitary, i po latach nie mam ochoty wracać do niczego innego. Powód jest praktyczny: klips zbiera drgania bezpośrednio z instrumentu, więc nie obchodzi go, co się dzieje dookoła. Możesz stroić przy rozmowie, w hałaśliwym pomieszczeniu, w sklepie, na zapleczu, w trakcie prób innych osób. Modeli z mikrofonem już nie używam, bo wystarczy jedno głośniejsze otoczenie, żeby wskazanie zaczęło skakać, a Ty razem z nim.

Wiem, że to zdanie idzie pod prąd popularnej opinii, według której aplikacja w telefonie robi dziś dokładnie to samo za darmo. W ciszy — robi. Problem w tym, że telefon słucha mikrofonem, a więc dzieli wszystkie ograniczenia stroików mikrofonowych. W praktyce oznacza to, że aplikacja jest znakomita w domu wieczorem i bezużyteczna wszędzie tam, gdzie strojenie jest naprawdę potrzebne.

Rodzaj stroikaJak odbiera dźwiękGdzie się sprawdza
KlipsowyDrgania z główki instrumentuWszędzie, także w hałasie
MikrofonowyDźwięk z powietrzaCicha sala, dom
Aplikacja w telefonieMikrofon telefonuCicha sala, dom
Wtykowy i podłogowySygnał z przetwornikaGitary elektryczne i elektroakustyczne, scena

Przyzwoity stroik klipsowy podaje wskazanie z dokładnością około jednego centa. Cent to setna część półtonu — jednostka na tyle drobna, że przy pojedynczym, spokojnie wybrzmiewającym dźwięku ucho wychwytuje różnice mniej więcej od pięciu centów w górę. Innymi słowy: stroik jest dokładniejszy od Ciebie i nie ma sensu podejrzewać go o błąd, dopóki nie wykluczysz wszystkiego innego.

Strojenie ze słuchu i pułapka flażoletów

Klasyczna metoda bez stroika polega na porównywaniu strun między sobą: piąty próg szóstej struny do pustej piątej, piąty próg piątej do pustej czwartej, i tak dalej, z jednym wyjątkiem na przejściu z trzeciej na drugą, gdzie porównuje się czwarty próg. Metoda jest dobra i warto ją umieć, choćby po to, żeby nie zostać bezradnym z rozładowanym stroikiem.

Ma jednak wadę, o której mówi się rzadko: kumuluje błąd. Każde porównanie obarczone jest niewielką niedokładnością, a Ty wykonujesz ich pięć pod rząd, przenosząc każdą pomyłkę na kolejną strunę. Szósta i pierwsza struna, między którymi leży cały łańcuch, potrafią się w efekcie rozjechać zauważalnie.

Gorzej jest z popularnym strojeniem flażoletami — porównywaniem flażoletu z piątego progu jednej struny z flażoletem z siódmego progu sąsiedniej. Ta metoda ma wadę wpisaną w matematykę, nie w wykonanie. Flażolety dają interwały czyste, czyli takie, w których częstotliwości układają się w proste stosunki liczbowe. Czysta kwinta ma około 702 centów, a kwinta w stroju, na który nastrojona jest cała reszta muzyki europejskiej — równo 700. Dwa centy różnicy przy jednej parze strun. Przy pięciu parach pod rząd błąd potrafi urosnąć do ośmiu, dziesięciu centów, i to w sposób systematyczny, zawsze w tę samą stronę.

To dlatego gitara nastrojona flażoletami bardzo często brzmi znakomicie na pustych strunach i zaskakująco źle w akordach barowych.

Metoda harmoniczna, która działa na korzyść akordów

Jest jednak sposób na wykorzystanie flażoletów, który błąd nie kumuluje, tylko rozdziela — opisany w pracy o intonacji gitary klasycznej opublikowanej w „Journal of the Acoustical Society of America”. Punktem odniesienia jest jedna struna, piąta, a nie łańcuch kolejnych porównań.

  1. Nastrój piątą strunę na A o częstotliwości 110 Hz. Flażolet z piątego progu daje wtedy 440 Hz, czyli dźwięk kamertonu.
  2. Ten sam flażolet zestrój z flażoletem z siódmego progu czwartej struny.
  3. Flażolet z siódmego progu piątej struny zestrój z flażoletem z piątego progu szóstej.
  4. Tym samym flażoletem z siódmego progu piątej struny nastrój dziewiąty próg trzeciej struny, piąty próg drugiej i pustą pierwszą.

Efekt uboczny tej procedury jest jej największą zaletą: trzecia struna schodzi około siedmiu centów poniżej wskazania stroika. Za chwilę wyjaśnię, dlaczego akurat ona i dlaczego to jest dobra wiadomość.

Stroik świeci na zielono, a akord i tak fałszuje

Jeżeli doszedłeś do tego miejsca, bo dokładnie to Cię do tekstu przygnało — mam dobrą wiadomość i złą. Dobra jest taka, że Twoja gitara najprawdopodobniej działa prawidłowo, a Twoje ucho też. Zła: to, co słyszysz, jest wpisane w budowę instrumentu i w system, na którym stoi cała muzyka europejska. Da się to złagodzić. Nie da się usunąć.

Za zjawiskiem stoją dwie osobne rzeczy, które w rozmowach nagminnie się miesza. Pierwsza to temperacja, czyli sposób podziału oktawy na dźwięki. Druga to intonacja, czyli to, jak Twój konkretny egzemplarz gitary trafia w te dźwięki na kolejnych progach.

Dlaczego czysto nastrojona gitara gra fałszywe tercje

Weź czystą kwintę — interwał, w którym częstotliwości mają się do siebie jak dwa do trzech. Jest to najbardziej stabilne współbrzmienie po oktawie i ucho rozpoznaje je natychmiast. A teraz zbuduj z takich kwint łańcuch: dwanaście czystych kwint pod rząd powinno wrócić dokładnie tam, skąd wyszły, siedem oktaw wyżej.

Nie wracają. Rozmijają się o niecałe dwadzieścia trzy i pół centa. Ta różnica nazywa się komatem pitagorejskim i nie ma sposobu, żeby ją zlikwidować — wynika z arytmetyki, nie z niedoskonałości instrumentów.

Muzyka europejska rozwiązała to najprościej, jak się dało: podzieliła oktawę na dwanaście identycznych półtonów po sto centów i rozsmarowała błąd równo po wszystkich interwałach. Każda kwinta jest przez to o dwa centy za wąska, co jest praktycznie niesłyszalne. Ale każda tercja wielka robi się o niecałe czternaście centów za szeroka — i to już jest różnica, którą słychać bez żadnego wysiłku.

Czternaście centów to mniej więcej jedna siódma półtonu. W akordzie E-dur granym na pustych strunach ta tercja siedzi na trzeciej strunie, na pierwszym progu. Stąd biorą się wszystkie rozmowy o tym, że „trzecia struna jakoś nie chce”.

I stąd też sens obniżania jej o pięć, siedem centów poniżej wskazania stroika. Płacisz za to niewielką nieczystością tam, gdzie trzecia struna jest pusta, a zyskujesz w większości popularnych akordów. Nie jest to sztuczka, tylko świadomy wybór, gdzie ulokować błąd, którego i tak nie unikniesz.

Intonacja, czyli dlaczego dociśnięta struna jest za wysoka

Druga połowa problemu jest już czysto mechaniczna.

Kiedy dociskasz strunę do progu, robisz z nią dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, wyginasz ją w dół, przez co robi się dłuższa i napina się mocniej — a wyższe napięcie to wyższy dźwięk. Po drugie, skracasz odcinek, który drga, i przez to rośnie znaczenie sztywności samego materiału. Struna nie jest idealnie giętka, tylko trochę sprężysta jak cienki pręt, a im krótszy odcinek, tym bardziej ta sztywność podbija dźwięk w górę.

Oba efekty działają w tę samą stronę. Na nieskompensowanej gitarze klasycznej dźwięk jest za wysoki na każdym progu bez wyjątku, a na dwunastym za dwie trzecie tego błędu odpowiada właśnie sztywność struny.

Lutnik neutralizuje to, przesuwając dwa punkty. Siodełko na mostku cofa o niecałe dwa milimetry, czyli wydłuża strunę, a próg zerowy przesuwa w przeciwną stronę o mniej więcej cztery dziesiąte milimetra. Dla typowego instrumentu o menzurze 650 mm i kompletu nylonowego o średnim napięciu policzone wartości to 1,8 mm i 0,38 mm. Prawidłowo wykonana kompensacja schodzi z błędem na dwunastym progu poniżej jednego centa.

Ciekawostka, która tłumaczy wygląd niejednego mostka: te wartości są różne dla każdej struny. Dla pierwszej wychodzi około 1,5 mm, dla szóstej blisko 2,5 mm. Dlatego siodełka bywają skośne, schodkowane albo z nacięciami przesuwającymi punkt podparcia poszczególnych strun.

Co i gdzieWartość dla menzury 650 mm
Cofnięcie siodełka, średnio dla kompletu1,8 mm
Cofnięcie siodełka, pierwsza strunaokoło 1,5 mm
Cofnięcie siodełka, szósta strunaokoło 2,5 mm
Przesunięcie progu zerowego0,38 mm w stronę mostka
Błąd na dwunastym progu po kompensacjiponiżej 1 centa

Jak to sprawdzić u siebie

Test zajmuje pół minuty na strunę. Zagraj flażolet nad dwunastym progiem i zapamiętaj wskazanie stroika. Potem dociśnij tę samą strunę na dwunastym progu i porównaj. Jeżeli dźwięk dociśnięty jest wyraźnie wyższy, struna jest za krótka i siodełko powinno pójść do tyłu. Jeżeli niższy — odwrotnie.

W gitarze elektrycznej poprawisz to sam, śrubą przy mostku. W akustycznej i klasycznej jest to robota dla lutnika, bo wymaga przerobienia albo wymiany siodełka.

I jeszcze jedna rzecz, którą łatwo przeoczyć: im wyżej struny wiszą nad progami, tym mocniej musisz je docisnąć i tym bardziej się napinają. Instrument ze zbyt wysoką akcją nigdy nie będzie dobrze intonował, choćbyś przesuwał siodełko dowolnie. To nie jest wada intonacji, tylko wada ustawienia — i naprawia się ją od tamtej strony.

Mróz, upał, wilgotność

Wróćmy na chwilę do rzeczy najbardziej przyziemnej, bo odpowiada za więcej rozstrojonych gitar niż wszystkie subtelności temperacji razem wzięte.

Krąży przekonanie, że gitara przyniesiona z mrozu jest niżej. Bywa dokładnie odwrotnie i widziałem to wielokrotnie na instrumentach przyjeżdżających do klientów zimą. Struna w zimnie kurczy się, jej napięcie rośnie, a razem z napięciem rośnie wysokość dźwięku. Instrument dochodzi do nowej temperatury wolniej niż cienki drut czy nylonowa żyłka, więc przez pierwsze kilkadziesiąt minut cała gitara jest po prostu przestrojona w górę.

Skala nie jest mała. Dla strun stalowych mówi się o kilku centach na każde pięć, sześć stopni różnicy temperatury. Przy transporcie w mroźny dzień robi się z tego kilkadziesiąt centów, czyli tyle, że gitara po otwarciu futerału brzmi jak nastrojona przez kogoś obcego.

Co z tego wynika w praktyce:

  • Nie otwieraj futerału od razu. Zostaw gitarę zamkniętą na trzydzieści do sześćdziesięciu minut, a po naprawdę mroźnej podróży nawet na kilka godzin. Futerał wyrównuje temperaturę stopniowo i chroni lakier przed skokiem, który potrafi zostawić po sobie mikropęknięcia.
  • Nie strój jej, zanim dojdzie do temperatury pokoju. Nastroisz instrument, którego za godzinę nie będzie.
  • Nie oceniaj brzmienia w pierwszej godzinie. Zimne drewno tłumi.

Przy strunach nylonowych sprawa jest mniej przewidywalna, bo materiał jednocześnie kurczy się od zimna i płynie pod obciążeniem. Nie znalazłem pomiarów, które rozdzielałyby te dwa efekty, i nie będę udawał, że umiem podać liczbę.

Wilgotność działa wolniej i przez to podstępniej. Drewno jest higroskopijne — chłonie wilgoć z powietrza i oddaje ją, pęczniejąc i kurcząc się przez cały czas życia instrumentu. Zalecany przedział to 45–55 procent, mierzone higrometrem, nie na oko. Poza nim zmienia się geometria całej gitary: ruch drewna potrafi przestawić wysokość strun o jeden do trzech milimetrów, a wygięcie gryfu o pół milimetra i więcej.

Konsekwencje słychać właśnie w stroju i w intonacji. Zimą, przy suchym powietrzu z ogrzewania, płyta wierzchnia opada, struny siadają niżej i zaczynają brzęczeć o progi. Latem, przy wysokiej wilgotności, dzieje się odwrotnie — płyta się podnosi, akcja rośnie, gitara robi się twardsza pod palcami i wszystko, co dociśnięte, idzie odrobinę w górę.

Dopóki pilnujesz przedziału 45–55 procent, żadna z tych rzeczy Cię nie dotyczy. Przez suche zimowe powietrze pęka rocznie więcej instrumentów niż przez wszystkie inne przyczyny razem.

Kiedy naprawdę winne są kołki, węzeł albo siodełko

Dopiero po wyczerpaniu wszystkiego powyżej ma sens szukanie usterki. Zwykle jest to jedna z trzech rzeczy i wszystkie trzy dają charakterystyczne objawy.

Węzeł na mostku. W gitarze klasycznej struna nie ma kulki — jest wiązana. Źle zawiązany węzeł nie puszcza od razu; ślizga się powoli przez wiele dni, oddając po kilka centów naraz. To najczęstszy powód, dla którego klient jest przekonany, że winne są kołki albo struny, a problem siedzi po przeciwnej stronie instrumentu. Rozpoznasz go po tym, że dotyczy jednej struny, najczęściej pierwszej albo drugiej, czyli tych gładkich, na których węzeł ma najmniejsze tarcie. Lekarstwo jest jedno: przewiązać, tym razem z dwoma albo trzema zwojami przy cienkich strunach i z końcówką zablokowaną pod ostatnim zwojem, przy samej krawędzi mostka.

Nacięcie w siodełku. Jeśli jest za wąskie albo ma ostrą krawędź, struna nie przesuwa się w nim płynnie, tylko zacina i puszcza skokowo. Objaw jest bardzo charakterystyczny: ciche pyknięcie i natychmiastowa zmiana wysokości dźwięku, zwykle przy zmianie akordu albo przy podciąganiu. Doraźnie pomaga odrobina grafitu z miękkiego ołówka wtarta w nacięcie. Docelowo nacięcie trzeba poprawić pilnikiem o właściwej szerokości, a to jest robota dla kogoś, kto ma komplet takich pilników.

Mechanika kołka. Wyrobiona przekładnia albo poluzowana śruba na ośce gałki daje wyczuwalny luz przy zmianie kierunku obrotu. Śrubę zwykle wystarczy delikatnie dokręcić — delikatnie, bo dokręcona za mocno blokuje mechanizm. Wymiana kompletu mechanik to jedna z najtańszych rzeczy, jakie można zrobić starej gitarze, i jedna z niewielu, które od razu czuć.

Gitara elektryczna: tremolo zmienia reguły

W elektryku dochodzi element, którego w gitarze akustycznej nie ma: mostek pływający, trzymany w równowadze między napięciem strun a sprężynami w tylnej komorze.

Ta równowaga oznacza jedną praktyczną rzecz. Kiedy przestrajasz jedną strunę, zmieniasz napięcie całego układu, mostek lekko się przechyla i wszystkie pozostałe struny idą za nim. Strojenie gitary z pływającym tremolo jest więc z natury procesem iteracyjnym — przechodzisz przez wszystkie sześć strun trzy, cztery razy, aż układ przestanie się ruszać. Zasada z sekcji o kolejności działa tu ze zdwojoną siłą.

Jeśli używasz tremolo intensywnie, warto rozważyć trzy rzeczy: klucze blokujące, które eliminują zwoje na kołku i cały związany z nimi zapas długości, smarowanie punktów tarcia na siodełku i mostku, oraz — w wersji radykalnej — mostek z blokadą strun przy siodełku. Każde z tych rozwiązań rozwiązuje inny fragment tego samego problemu.

Kiedy iść do lutnika

Wtedy, gdy przeszedłeś przez wszystko powyżej, struny mają za sobą tydzień, wilgotność jest w normie, a gitara nadal ucieka. Wtedy też, gdy widzisz pęknięcie, gdy podstrunnica zaczęła się odklejać, gdy struny brzęczą na kilku progach naraz albo gdy przy dociśnięciu na dwunastym progu dźwięk rozjeżdża się z flażoletem o więcej niż kilka centów.

Nie jest to dużo przypadków. W większości sytuacji, z którymi ludzie przychodzą, gitara jest zdrowa, a naprawy wymaga sposób zakładania strun.

Najczęstsze pytania

Dlaczego gitara rozstraja się po każdym graniu?
Jeżeli struny są nowe, to normalny efekt rozciągania się materiału i minie w ciągu kilku dni. Jeżeli komplet ma już swoje, przyczyną są zwykle luźne zwoje na kołku albo struna, która nie przesuwa się płynnie w nacięciu siodełka. Sprawdź też, czy nie kończysz strojenia ruchem w dół.

Ile czasu nowe struny trzymają strój?
Nylonowe zaczynają się uspokajać po mniej więcej dziesięciu godzinach grania i dostrajania, a pełną stabilność osiągają po kilku dniach. Stalowe potrzebują znacznie mniej, zwykle od kilkudziesięciu minut do kilku godzin. W obu wypadkach im częściej wracasz kluczem do właściwej wysokości, tym szybciej to mija.

Czy można nastroić gitarę bez stroika?
Można, porównując struny między sobą na piątym progu, z wyjątkiem przejścia z trzeciej na drugą, gdzie porównuje się czwarty. Metoda kumuluje jednak drobne błędy, więc gitara nastrojona w ten sposób bywa czysta w jednym miejscu gryfu i mniej czysta w drugim. Do ćwiczenia w domu wystarczy, do nagrania niekoniecznie.

Dlaczego akordy fałszują, chociaż stroik pokazuje, że jest dobrze?
Bo stroik sprawdza pojedyncze dźwięki, a akord to współbrzmienie. W stroju równomiernie temperowanym tercja wielka jest o niecałe czternaście centów szersza od czystej i właśnie to słyszysz. Do tego dochodzi intonacja instrumentu, czyli podnoszenie się dźwięku przy docisku struny do progu.

Czy strojenie może uszkodzić gitarę?
Przy normalnym strojeniu nie. Ryzyko pojawia się przy przekręceniu struny wyraźnie powyżej właściwej wysokości — wtedy najczęściej po prostu pęka, choć przy strunach stalowych i tanich mechanikach zdarza się też wyrwanie kołka. Dlatego naciągając nową strunę, kontroluj wysokość dźwięku od początku, a nie dopiero przy końcu.

W jakiej kolejności stroić struny?
Najpierw wszystkie sześć w okolice właściwego dźwięku, dopiero potem dostrajanie każdej z osobna, a na koniec runda kontrolna. Kolejność samych strun ma mniejsze znaczenie niż ta zasada, bo każde większe naciągnięcie zmienia obciążenie gryfu i przestraja pozostałe.

Dlaczego gitara inaczej brzmi zimą?
Bo drewno oddaje wtedy wilgoć do suchego powietrza, płyta wierzchnia lekko opada, a wraz z nią zmienia się wysokość strun i sposób, w jaki instrument drga. Zimne drewno dodatkowo tłumi. Utrzymanie wilgotności w przedziale 45–55 procent usuwa większość tych objawów.

Na koniec

Strojenie gitary ma w sobie coś, czego nie widać z zewnątrz: jest jedyną czynnością, którą wykonujesz przy instrumencie codziennie, i jedyną, której prawie nikt nikogo nie uczy. Przez to bardzo szybko robi się z niej nawyk — dobry albo zły, ale nawyk, który potem zostaje na lata.

Jeżeli miałbyś wynieść z tego tekstu jedną rzecz, wybierz najkrótszą: kończ ruchem w górę. Sprawdź to na własnym instrumencie dzisiaj wieczorem i sam zobacz, czy warto.

Jedna odpowiedź do “Strojenie gitary — poradnik. Dlaczego strój Ci ucieka?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.